Zwiekszenie szybkosci statkow

Zwiekszenie szybkosci statkow

Dopiero przejście na załadowywanie statków dużymi kontenerami, w których znajdują się uprzednio zapakowane towary, otworzyło zielone światło dla zwiększenia szybkości statku. Dawniej bowiem, gdy prace w porcie wlokły się długo – były zresztą istną zmorą przedsiębiorstw żeglugowych – nie opłacało się walczyć o duże prędkości. Zdawano sobie z tego sprawę i w 1960 r. najszybszy drobnicowiec miał tylko 19,5 węzła. Tymczasem rozładowanie kontenerowca 10 000-tonowego to kwestia paru godzin. Warto w tym miejscu napomknąć, że przejście np. z 22 do 33 węzłów pociąga za sobą zwiększenie mocy silników 4,5 razy! Konsekwencją opisywanego wyścigu z czasem jest więc niewspółmiernie duże zużycie paliwa, co równa się stracie na ładowności wskutek zabierania dużego jego zapasu, nie mówiąc już o zatruciu atmosfery. A ten ostatni aspekt trzeba brać sobie coraz poważniej do serca. Ostatnie podwyżki cen ropy naftowej, zwłaszcza z 1980 r., zadały potężny cios dążeniom do szybkiego transportu morskiego. Praktycznie górną granicą prędkości statku jest więc obecnie 20 węzłów i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja zmieniła się przed rokiem 2000. Okręty pasażerskie przestały więc być najszybsze. Przestały też być największe, przegrywając sprawę na rzecz tankowców. Największy obecnie liniowiec pasażerski, zabierający 2000 osób, „Queen Elisabeth II” ma wyporność zaledwie 65 862 BRT; jest on chyba ostatnim przedstawicielem wymierającej klasy luksusowych olbrzymów, uważanych przez wiele lat za szczytowe osiągnięcie sztuki okrętowniczej.

Comments are closed.